Taber nie lubi biegać jak ja. Ale zrobił bieg na Wielką Sowę. Po co ?
To był kolejny szalony pomysł. Spontan stworzony przy jakimś grillu. Taber to gość, który nie lubi biegać na długie dystanse jak ja. Mało tego, nigdy nie startował w wyścigu, w biegu gdzie mierzono czas, gdzie trzeba się ścigać.
To kolejarz wysoki rangą a przede wszystkim koszykarz z przeszłością na pierwszoligowych parkietach. Lubi sprinty, wyskoki, dystansowe rzuty do kosza .
Dla niego w sporcie coś co robi musi mieć jasny cel. Jak w koszu gdzie trzeba trafić do dziurki. Więc dlaczego zdecydował się na monotonny bieg i to pod górkę ?
Po cholerę ?

Chyba po to, żeby się przełamać, spróbować czegoś nowego, pokonać barierę.
Choć na mecie rzucił do mnie tekstem ” ja jebie, to był pierwszy i ostatni raz. Nie namówisz mnie już więcej” szanuje to co zrobił .
Ba, szanuje go całego i jego świetną rodzinę z psem.
To strasznie pozytywni wariaci. Lubimy tu takich

Byliśmy tam wszyscy z rodzinami. Najmłodsi też pobiegali, na pewno lepiej niż my. Apolonia dostała się do Finału dziewcząt 2013/2014r.
Z kolei Hubert na ekspedycję wybrał się w klapkach a jego „wujek my mamy najgorzej ” kiedy schodziliśmy oboje w klapeczkach w ulewie, bagnistym traktem z Zamku Grodno wygrało wszystkie zawody.


Nasze namioty walczyły z żywiołem bo z nieba przez ten weekend spadło deszczu tyle co chyba przez cały październik w północnym norweskim BERGEN. Zasrane lato.
Lało, wiało, pizgało no ale się chyba udało.

Dziś dzwonił do mnie i mówi…………Ty, widziałeś te buty biegowe w Lidlu
może byśmy ?
więc, tak udało się
ale i tak zostaniemy przy koszu…..
Dzięki Taber

więcej o tej akcji tutaj: